• Wszystkich wizyt: 34207
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 285

Mama już nie sama

Zapraszam Was serdecznie do nowego salonu, gdzie można się rozsiąść i zapalić (co tam kto sobie życzy). Jak tylko temperatura otoczenia na to pozwoli, wyjdziemy na taras (którego jeszcze nie ma, ale to nic nie szkodzi przecież).

Zapodaję trunki bez parasolki, dobre jadło do syta i kocyki do okrycia.

Chodźcie: Mama już nie sama

Po zmianach

Dziwnie się tu czuję. Po kryjomu. Jakbym miała tajemnicę. Niby niczego nie udaję, ale Rycerz nie zna tego miejsca. I nie wiem czy tak do końca jestem gotowa na pokazanie tej swojej strony. Czy nie jest za wcześnie?

Jestem przy nim sobą. Ani mniej, ani bardziej – taką samą jaką znają mnie wszyscy. Nie ma dnia bym nie ćwiczyła trudnej sztuki kompromisu, ale tak to już jest w związkach. Byłam na to przygotowana. On musi poświęcić więcej dla NAS i więcej z siebie dać. Mam tę świadomość. Dlatego staram się być otwarta i skłonna do zmian. O ile są one na lepsze. O ile ja dzięki nim będę lepsza. W przeciwnym razie staję okoniem i nie pozwalam na podejmowanie decyzji za mnie.

Jesteśmy aktualnie w fazie, która przyprawia mnie o szczęśliwy i bardzo różowy zawrót głowy, ale nie chcę tu zdradzać szczegółów. Jeśli bym napisała otwarcie jak sprawy stoją, część z Was osądziła by mnie od czci i wiary; część zjechała, obrzuciła inwektywami doprowadzając mnie do usuwania obraźliwych komentarzy; pozostała część … no cóż – pewnie by nie uwierzyła. Niewielki procent okazałby wsparcie poparte radością z mojego szczęścia.

Bo jestem szczęśliwa. Od 17 grudnia mam pracę (prawdziwą umowę na cały etat podpisaną na dwa lata). Od listopada mam mężczyznę, którego nadrzędnym celem jest być z nami.

Poza tym, nie chcę chyba dodawać nic więcej. No może jeszcze to, że Młody Rycerza UWIELBIA. A Rycerz UWIELBIA Młodego. I to jest źródło mojej nieustającej radości.

poswiateczny skrocony rachunek sumienia

po pierwsze goscie, ktorzy sie mna opiekowali, bo w trakcie odczyniania goscinnych czarow zalapalam jelitowke i gdyby nie mamatezsama byloby ze mna kruchutko.  po drugie,mezczyzna, ktory wprowadza mnie w stan odretwienia umyslowego, biorac gabke do mycia naczyn i czyszczac nia kratki wentylacyjne z kominow. z drugiej jednak strony mam teraz tak czyste kratki, ze wreszcie wiem jaki byl ich orygiinalny kolor. po trzecie, zdaje sie, ze nieco przytylam. po czwarte, jestem bardzo szczesliwa. po piate, jestem szczesliwa coraz z nim bardziej. czego oczywiscie zycze wszystkim, szczesliwosci, nie mojego mezczyny, w nadchodzacym roku.

Rycerskie opowieści

Trochę jestem „po”, trochę jakby „przed”, a trochę nawet „w trakcie”. Nie sądziłam, że scenariusze snute samotnymi nocami spełnią się tak niespodziewanie, choć w sumie skrupulatnie zaplanowane. Setki myśli na minutę, kilkanaście smsów dziennie, godziny wieczorową porą przegadane.

Nie mam strachu, że coś spieprzę. Wiem, że jest dobrze. On całował na powitanie w rękę, a teraz już rzuca „kurwa” przez telefon i za nią nie przeprasza. Strasznie mi się ciepło robi na wspomnienie: „Jezu! Kobieto! Mów!”. Jest inny niż miał być. Jest taki jak powinien.

Nic nie zmieniam, nie kombinuję, nie snuję. Po prostu biorę i daję i to się rozkłada po równo. Znajduję to czego szukałam. Daję to czego ON pragnie. Jestem zrzędą i wiercipiętą, ON jest duży i silny. Spokojny i cierpliwy.

A co jeśli bańka pryśnie?

A co jeśli nie?

Nie wychylam jednak głowy by z wrodzoną sobie niecierpliwością spojrzeć za róg „co dalej”. Czyżby odpowiedni czas, miejsce i człowiek? Może. Oby.

Dam znać kiedy nastąpi kolejny rozdział, nadam mu wiekopomny tytuł „mamajuzniesama.pl”.

Rycerz

Zazwyczaj przybywa w bliżej nieokreślonych okoliczność, co pewne to niespodziewanie i wejście na scenę następuje z impetem i mocą godną silnego mężczyzny, który ma tę swoją królewnę oswobodzić. Rumaki, smoki, wszelkie dobra konfabulowane na tony – wszystko to również musi wystąpić, bo jak nie ma przeszkody do przeskoczenia, to taki Rycerz gówno jest wart. Trzeba go sprawdzić na wstępie, bo później, może być różnie. Na przykład, już tylko gorzej. I co wtedy? Ja, Królewna, nie mogę drżeć ze strachu, że Rycerz: porzuci miecz, oleje smoka, zabierze dupę w troki.

Przybył, nawet rumak był biały (kombi), przeszkód do pokonania było bez liku, a jak się później okazało, Rycerz by udowodnić swą rycerskość sam zaczął mnożyć zadania do pokonania na pęczki. Nasz smok ma 10 głów i jak odetniesz jedną, to w jej miejsce pojawiają się dwie nowe. Wychodzi na to, że ten dzielny mężczyzna zabawi na dłużej w mym królestwie.

Pojawienie się Wybawiciela nastąpiło w przemiłym towarzystwie Posłanki Niebios, która jednak okazała się być próbą na czystość uczuć i intencji Rycerza. On chciał zalać swym gorącym uczuciem Posłankę a pomoc Królewnie miała być dowodem jego oddania tej, która go do mnie przywiodła. Istny trójkąt a’la Dynastia. I ta próba zdawała się być dla niego najcięższa. Przynajmniej w moich oczach. Bo ja, Królewna, kiedy ujrzałam na swe piwne oczęta Rycerza w pełnej okazałości, nie poczułam nic prócz wdzięczności. Gdzieś podskórnie tliła się świadomość, że ON nie robi tego dla mnie, a żeby zaimponować tej pięknej istocie, która nadała wszystkiemu bieg. Więc pierwsza wizyta Rycerza stanowiła dla niego wyzwanie. Było dziwnie. Przyznaję. Sama nie wiedziałam co to będzie i jak będzie. Podporządkowałam się Posłance w jej taktycznych zagraniach. Instruowana na każdym kroku co mam mówić i jak. Czego pod żadnym pozorem nie wywlekać na światło dzienne. Męczyłam się okrutnie, bo damsko-męskie gierki i podchody to moja pięta achillesowa. Ja jestem „Pani Krótka Piłka”. Ja lubię krótko i na temat. Konkretnie. Bez owijania w bawełnę. Później może być nawet romantycznie, ale na wstępie to ja nie mam czasu na pierdoły. Więc Rycerskość Rycerza, czar i powab Posłanki oraz moja mało czarująca postawa niegodna Królewny – to się nie mogło udać. A jednak…

Następną wizytę Rycerz odbył dwa tygodnie później. Przybył już bez Posłanki, która jest zarobiona strasznie. W czasie kiedy ja tu na niego czekałam, a on tam planował wycieczkę do mnie, utrzymywaliśmy skromniutki kontakt e-mailowy i sms oraz sporadycznie rozmawialiśmy przez telefon. Punkt zwrotny w całej tej historii nastąpił w minioną sobotę.
Zanim Rycerz przybył, zjawili się niespodziewani goście w dość dużej liczbie potęgowanej przez ilość biegających i krzyczących dzieci. Wybawca przywiózł kolejnego małoletniego do kompletu i swego przyjaciela. Ponieważ, jak to mam w zwyczaju, stałam przy garach, nie miałam okazji otworzyć wrót zamczyska przed ich rydwanem i dokonało się to poza mną. Kiedy przekroczyli me skromne progi w liczbie trzech chłopa, lekko oniemiałam. Z tego wszystkiego przywitałam się ze wszystkimi prócz samego Rycerza. Wyglądał jakoś inaczej. Lepiej. W moich oczach urósł, schudł, wypiękniał i nie wiem co jeszcze. Gapiłam się chyba na niego zbyt bezczelnie. Ale to był właśnie piorun, fajerwerk i ta cała reszta, która buduje chemię między ludźmi.

Rycerz okazał się być zupełnie inny niż widziałam go do tej pory. Pal licho fizjonomię. Zaczęłam lubić GO coraz bardziej i właściwie w ciągu jednego dnia zapałałam do niego ciepełkiem. Mogłabym to zrzucić na celibat panujący w mym królestwie od kilku miesięcy. Mogłabym na tęsknotę do uczucia, którego nie zaznałam od ponad 10 lat. Mogłabym to tak mnożyć i mnożyć w nieskończoność. Jednak od soboty, odkąd Rycerz opuścił me włości, rozmawiamy codziennie przez telefon po kilka godzin. Jest czarujący, bezpośredni, konkretny i wcale nie taki rozlazły jak malowała go Posłanka. A co najlepsze, ma jedną z najszybszych i najlepszych ripost jakie w życiu słyszałam.

Powiem tylko, że Rycerz zorganizował sobie nowy numer telefonu, z którym ja mam za darmo, a ON ma ze mną ponad tysiąc minut. Jest dobrze. Jest mi ciepło. I nie muszę niczego udawać.

Trzymajcie kciuki. Bo ma do mnie coś ok. 200 km. Ale podziela mój sposób na życie, że nie ma rzeczy niemożliwych!

Ponieważ jestem mamą, powiem Wam też oczywiście, że Jaśnie Królewiątko jest zauroczone Rycerzem i łazi za NIM jak cień! Kiedy tylko Rycerz opuszcza nasze podwórze, z ust Małoletniego pada pytanie: kiedy znów do nas przyjedzie?

Więcej przeczytacie (z zupełnie innego punktu widzenia!) :http://dirty-fabulous-life.blog.pl/2012/12/09/jak-furia-bawila-sie-w-swatke-cz-ii/

Powolutku

Lawiruję między stanami skrajnymi. Jak euforia spowodowana nowym pracodawcą, a melancholia, która mnie nie opuszcza i tylko patrzeć jak znów zacznie wciągać. Staram się trzymać w pionie. Głowę nosić wysoko do góry. Mieć w dupie problemy dnia dzisiejszego i nie martwić się na zapas o jutro. Ciężko.

Są też oczywiście aspekty pozytywne, jak moje niesamowite dziecko. Wczorajszy naleśnik z nadzieniem zainspirował Młodego do takiego oto tekstu:

- Czy mogłabyś mi powiedzieć co jest w środku?

- Cebula, czosnek, kiełbasa, żółty ser, pietruszka z naszej doniczki (ze sklepu pewnie by nie zjadł) i przyprawy.

- A teraz mi powiedz krok po kroku jakie składniki po kolei i jak to zrobiłaś.

- Hę? O co chodzi?

- Muszę to jakoś umieścić w naszym menu. Bo tak sobie pomyślałem, że to byłby świetny pomysł jak byśmy na weekendy otworzyli taką restaurację. I będą w tej restauracji te naleśniki, bo są pycha! I roladki z kurczaka, żeby każdy mógł sobie zamawiać co chce. Klienci będą zamawiać u mnie, ja ci będę mówił co chcą, ty będziesz gotowała, oni zostawią później kasę na stoliku, a ją będę zbierał.

- Ale oddasz mi kasę?

- Podzielimy się.

Spieszę donieść, że to nie jest kuchnia nadzwyczajna, a najzwyczajniej w świecie „na winie”. Czyli otwierasz lodówkę i gotujesz. Roladki z kurczaka mają wnętrze na zamówienie, czyli wkładamy do środka to co kto lubi, w kolejności  dowolnej. Później Młody jeszcze się rozmarzył, że będzie makaron z boczkiem, szpinak, babeczki, chleb, etc … Długo by wymieniać.

Szanowni Państwo, otwieramy nasze podwoje, kto chętny? Co do cen to się nie wypowiem, bo pewnie Pan Kierownik już ma ustalony cennik. Zapraszamy.

Nowy dzień

Mam pracę! Zadzwoniła K. i przekazała mi numer do kontaktu. Dzwonię. Witam się grzecznie i przedstawiam. W odpowiedzi słyszę „mówmy sobie po imieniu, będzie łatwiej i szybciej”. Pytam o szczegóły: wszystko co niezbędne do części A w aktach osobowych.

Nie znam więc zakresu swoich obowiązków. Nie wiem dokładnie co będę robić, choć mam mgliste pojęcie. Jestem szczęśliwa, bo będzie pensja.

Ostatnie dni to była taka ciemna dziura, która wciągała mnie i wciągała, bez widoków na powrót na powierzchnię. Ale dziś jest już lepiej. Tylko opał się skończył i znów zimno. Ale tym będę martwić się jutro. Do -10 woda nie powinna zamarzać w rurach. Wyciągam dziś kołdry dla gości i znów będziemy lać wrzątek w termofory i dogrzewać się prądożercą grzejnikiem olejowym.

Na jak wiele pozwalacie swoim dzieciom?

Czy to takie straszne, że moje dziecko:

  1. W mojej obecności i za moim pozwoleniem odpala zapalniczkę kiedy pomaga mi rozpalić w piecu?
  2. Uruchamia wszelkie urządzenia domowe (kuchenkę elektryczną, pralkę, wypiekacz do chleba, etc) ustawiając odpowiednie programy dokładnie tak jak należy i wciskając start?
  3. Posiada swoją własną mini skrzynkę z narzędziami?
  4. Potrafi samodzielnie, bez niczyjego nadzoru odkręcić zawiasy i wymontować z szafki drzwiczki?
  5. Potrafi odpalić samochód i ruszyć nim z miejsca?
  6. Potrafi ubijać kotlety schabowe?
  7. Panierować kurczaka?
  8. Nadziewać kaczkę farszem?
  9. Potrafi obsługiwać komputer na poziomie wyższym niż II klasa szkoły podstawowej?
  10. Potrafił samodzielnie używać komputera od 3 roku życia?
  11. Potrafi wymienić worek w odkurzaczu?
  12. Potrafi rozmontować płytę do PSP i doprowadzić do stanu używalności, kiedy wszyscy inni spisali ją na straty?
  13. Sam chodzi po drobne zakupy?
  14. Pomaga we wszelkich pracach remontowych?
  15. Przycina kafelki?
  16. Samodzielnie obsługuje blender i mikser?
  17. Bezbłędnie rozkminia wszelkie piloty i telefony komórkowe znajdując najbardziej zaawansowane opcje bez używania instrukcji obsługi?

Czy to naprawdę takie nienormalne, że moje dziecko to wszystko potrafi? Że ja mu ufam, bo jak do tej pory nic jeszcze nie popsuł, a wręcz naprawił?

Jeśli masz dzieci i się temu wszystkiemu dziwisz – zastanów się nad sobą. Zaufaj Młodemu Człowiekowi.

Jeśli nie masz dzieci i uważasz, że to takie straszne (!!!), to nie chce mi się z tobą gadać.

Jestem Szalona!

Uwierz mi!

Szaleństwem było zakupienie dwóch piw marki Tyskie o pojemności 568 ml z zamiarem wyłojenia ich w towarzystwie dziecka. Może dla Was nie jest to porażająca ilość, dla mnie jest to dawka śmiertelna, można by powiedzieć. Ja po jednym piwie powinnam iść spać. Bo po drugim tańczę na stole i stepuję i tańcuję. A do tego śpiewam.

 

A zaczęło się dość niewinnie. Od wierszy Tuwima, które pani dziecku zadała. I czytaliśmy Lokomotywę, Rzepkę i Ptasie radio na głosy i donośnie i z intonacją i zadęciem. Czułam się jak za starych dobrych czasów, stojąc na deskach małego teatru, jako nastolata, deklamując w pamięci mając uwagę, że mają mnie słyszeć ostatnie rzędy. A gdzieś tam, pośród tej przerzedzonej publiczności, siedziała moja mama, bo był to Dzień Matki roku pamiętnego, w rodzimym MDK’u.

 

Na tę chwilę mam straszną czkawkę i zajawkę na fakt, że „wisi mnie to”. Bo straszy to był tydzień. Ostatnie dni istny rollercoster. Może tu nie mówiłam, ale podróżowaliśmy i zamierzamy jeszcze. Nosi mnie chyba. Stąd ta pijacka melancholija. Dziecko mi powiedziało, że to najlepszy dzień w jego życiu, kiedy oglądając TV podsuwał mi girki do miziania i łaskotania.

Bożesz Ty mój. Chłopa mi trzeba.

Wybaczcie pijackie zwidy.

Wybaczcie ten stan.

Poprawianie podkreślonych w Wordzie na czerwono słów jest strasznie męczące.

 

TADAM!

Jestem, jestem! Dziękuję za pytania o oznaki życia. Nie zamarzliśmy, dobrze się mamy a nie było mnie chwilę, bo … bawiłam się spłuczką w WuCecie ! TAK! Nadeszła długo wyczekiwana chwila i jesteśmy w posiadaniu łazienki z prawie, prawie prawdziwego zdarzenia. Pozostało pomalować (dam radę) i okaflować (ja uważam, że dam radę, Pan Kierownik od remontów westchnął na to wymownie, czyli, że wątpi. Ale ja nie mówiłam, że położę to tip top-równo-z poziomicą, której nie posiadam, ino, że położę).

Ironia losu polega na tym, że mantrowałam „łazienka przed pierwszym śniegiem”, a śnieg spadł dzień przed ostatecznymi pracami remontowo-wykończeniowymi. Ale jest. Prysznic bangla, wucet działa jak należy, pralka pierze i jeszcze tylko umywalka została, ale to z czasem. Bo jeszcze jej nie posiadam, choć zamierzam mieć (jak piekarnik w kuchni). A teraz Drodzy Mili Państwo, coś Wam pokażę. Uprasza się jedynie o nie wydawanie oceny na temat mojego talentu fotograficznego (marnego), a spojrzenie okiem świeżym, otwartym i na wskroś przesiąknięty pozytywnym nastawieniem. Pokażę Wam moje życie na wsi. Zdjęcia pstrykałam ułomnie aparatem zawartym w telefonie w okresie 19-27 października 2012